Wszystkim ludziom "inteligentnym", życzę powodzenia w "byciu inteligentnym", ja tam wolę "być sobą..."
 
menu lewe o mnie życiopis cv cv
kreatywnosc
menu prawe moje witryny projekty grafika inne
1983-87 Zaczęło się...
   Ujrzałem świat na własne oczy, bujałem się w kołysce, raczkowałem, stawiałem pierwsze kroki, potem drugie, trzecie... itd. w końcu nauczyłem się chodzić. Chodziliśmy sobie z tatą po świętokrzyskich łąkach. Na dodatek poznałem również na czym mowa polega. Umiałem już nawet rozmawiać przez telefon okiem i uchem, ale czy to ważne jak.
1987-90 Po przeprowadzce z Kielc do Krakowa, do przedszkola mnie wysłali...
   Zacząłem naukę liczenia, wcześniej umiałem tylko do dwóch (w zasadzie do jednego, bo nie wiedziałem co jest po "raz", ale przeczuwałem ze coś musi być i na wszelki wypadek jak mnie ktoś spytał mówiłem że umiem liczyć do dwóch), potem lepiej szło. W wieku 5-6 lat zapamiętałem więcej niż kilka słów naraz, było to "Aniele Boży...", ciężko szło do tej pory pamiętam jak mi to wklepywano, mama juz myślała że coś że mną nie tak, a Ja jakoś już wtedy nie pojmowałem nauki na pamięć i tak nie widząc celu nie mogłem się nauczyć.
   Pewnego razu wtedy otrzymałem od Cioci klaser ze znaczkami, bardzo mi się spodobało nowe zajęcie, wtedy uznałem że potrzebuje się nauczyć rozpoznawać który znaczek z jakiego kraju pochodzi, tak więc w nauce zawiłości składania literek mi lepiej szło bo widziałem cel. Nawet se nie wyobrażacie ile z głupiego klaseru można się o świecie dowiedzieć, poznawałem świat na znaczkach, mówię wam lepsze od encyklopedii bo aktualizowane co chwila i dużo obrazków, a mało tekstu.
   Moim marzeniem w przedszkolu było bycie dorosłym, miałem dość tego że ten się z tamtym pokłócił, że ten tamtemu zabrał, czy że się ktoś obraził, czy że ktoś komuś dokucza, takie dziecinne mi się to wydawało, miałem tego dość czekałem z nadzieją aż dorosnę. Siedziałem i myślałem jak to fajnie być dużym ludzie dookoła, sami dorośli i poważni, nie kłócą się nie biją, nikt się na nikogo nie obraża, miałem po prostu dosyć tego co się działo w przedszkolu i nie mogłem się doczekać kiedy to się skończy, ogólnie to byłem bardzo naiwny :), a przedszkole zdawało mi się horrorem.
1990-98 Szkoła Podstawowa nr 60 w Krakowie
   Ogólnie fajna zabawa, nawet skarbnikiem i przewodniczącym mnie zrobili w pewnym okresie. W olimpiadach też kilku startowałem z historii, chemii, matematyki, w kangurze itd. coprawda nigdy nic nie wygrywałem, ale każde miejsce mnie satysfakcjonowało fajna impreza popatrzyć na ludzi, poprzebywać z tymi którzy coś w tych zadaniach widzieli i je rozumieli, tak jak to się Kazik mądrzył "lepiej na swej drodze spotkać kogoś mądrego niż dać się wysysać przez innego głupiego", no racje miał mi się zdaje.
   W tym okresie poznałem też co to jest muzyka, co to są piosenki poprostu zacząłem słuchać i od tamtej pory jak tylko siedzę w domu to słucham, zeby czasu nie tracić, robiąc cokolwiek słucham muzyki, słucham tekstu. Ludzie tyle mądrości, tyle myśli powsadzali w teksty piosenek, nie ma sensu tego marnować, a korzystać z tego można w każdej chwili i po najmniejszej lini oporu, więc korzystam.
   Pod koniec szkoły podstawowej rodzice kupili do domu komputer PC, mama umiała w PaintBrushu rysować i grać żabkę która musiała przejść na drugą stronę ulicy, a tata pisać w Chi-Writerze (protoplasta worda) i na tym ich wiedza o komputerze się kończyła, tak więc miałem pole do popisu. Siedziałem i się bawiłem metodą prób i błędów, niestety nie miałem nikogo kto mi mógł coś wytłumaczyć, w każdym razie nieźle mi szło i zazwyczaj mi wychodziło to co chciałem, tylko trwało to długo, ale czasu miałem dużo. Nauczyłem się wtedy że nie należy zadawać pytań "Czy jest to możliwe?", należy zadawać pytania "Ile czasu Ci to zajmie?", bo wszystko się dało zrobić, trzeba było tylko pokombinować.
   W końcu bez większych trudów ukończyłem szkołę podstawową, nawet świadectwo z wyróżnieniem miałem, co też dla mnie było zaskoczeniem, powiedziano mi że mam iść do Pani jednej, drugiej z kwiatkiem i podziękować, nie wiedziałem wtedy za co, ale kazano to się wybrałem z bombonierką (bardziej praktycznie) co prawda, pani na szczęście nie było (podzieliłem się ze znajomymi nie zjadłem sam), a ocenę i tak o dwa stopnie mi podwyższono, o czym się dowiedziałem dopiero odbierając świadectwo. Tym samym cała nauka moralna jaką mi próbowano przekazać padła pod znak zapytania w dniu odebrania mojego świadectwa, które miało być normalne, a było z paskiem. Wszystko to było sprawką nauczycieli, którzy chyba chcieli aby podwyższyć ogólną średnią w klasie, w szkole, cholera ich wie? - od tamtej pory trzeźwiej patrze na starszych ode mnie ludzi, przestali być dla mnie ideałami, cokolwiek robią zastanawiam się jaki w tym cel mają i co są jeszcze zdolni zrobić aby to osiągnąć.
1998-2002 Liceum XXII Kraków - Nowa Huta
   Zostało kilka dni do wybrania nowej szkoły, wziął mnie ojciec i kazał se wybrać liceum i napisać podanie. Zwiedziłem wtedy 4 szkoły, poszedłem do tej czwartej, była to jedyna szkoła gdzie Pani w sekretariacie była uśmiechnięta, to był chyba jedyny racjonalny powód takiego wyboru, ale biorąc pod uwagę jak mnie potraktowali w poprzednich szkołach od razu wiedziałem ze tam chce iść. Tym sposobem trafiłem do liceum znajdującego się w "starej" Nowej Hucie dosyć daleko od miejsca zamieszkania, mieszczącego się przy zespole szkół elektrycznych nr. 2 (taka zawodówka, technikum i dwie klasy liceum w jednym budynku). Klasa miała być o profilu matematyczno - fizycznym, a była matematyczno historycznym, jak to ktoś kiedyś powiedział: "W Polsce człowiek musi się uczyć tego czego lubi", idąc tym tropem mieliśmy właśnie więcej godzin historii niż fizyki.
   Wyboru nie żałuje, gdybym miał w przyszłości dzieci do szkoły wysyłać też bym tam wysłał. Spotkałem tam kilku na swojej drodze poprawnych nauczycieli, których dobrze wspominam. Wiedzieli od czego jest ich zawód i przykładali się do przedmiotów, niestety nie wszyscy, ale o tych już zapominam. W każdym razie ludzi poznanych w liceum miło wspominam, bo nie była to taka zwykła szkoła "na odwal się" przynajmniej dla mnie, ludzie tam pracujący mieli do czynienia z naprawdę trudną młodzieżą, to i też podejście musieli mieć do niej poprawne.
   Tu również startowałem w olimpiadach i kangurach coprawda tylko z matematyki i jak zwykle bez większych rezultatów, ale jak już wcześniej wspomniałem nie o to chodzi. Brałem udział również w konkursie wiedzy o krakowie i w konkursach szachowych, trzecim miejscem się zadawalałem.
   Było mi dane tu również spotkać tam pewną nauczycielkę zafascynowaną "sukcesem". Przyznaje wiedziała o czym mówi, potem jak już wyszedłem ze szkoły odniosła sukces została wicedyrektorką :) Prowadziła ona u nas w szkole program "Droga do Sukcesu" (projekt Fundacji Młodzieżowej Przedsiębiorczości), w którym oczywiście uczestniczyłem były to takie zajęcia warsztatowe: "Mój sukces", "W świecie biznesu", "Być liderem" itd. Brałem również udział wraz z drużyną z naszej szkoły w wojewódzkim etapie konkursu "Zostań Negocjatorem", takie symulacje negocjacji o członkostwo w UE. Byłem też w Nowym Sączu na konferencji "Informatyka i Biznes" na WSB-NLU.
   Ogólnie to miło wspominam tą szkołę, świadectwo końcowe i z matury bez większego problemu dostałem po najmniejszej linii oporu. Maturę zdawałem tzw. "nową", którą to można było zdać przynajmniej część pisemną bez większego przygotowania, w ramach tego że był to program pilotażowy i chcieli pokazać "że nowa matura jest dobra", to musiała być dobra. Była ona w połowie nastawiona na myślenie (przynajmniej tak to nazywali, ja to określę raczej tak: na wydedukowaniu tego czego oni ode mnie chcą), a w drugiej połowie na wiedzę, ta pierwsza połowa nie sprawiła mi większego kłopotu. To też zdanie czegoś takiego nie było wielkim wysiłkiem. W ten oto sposób zakończyłem szkołę średnią.
2002 Akademia Ekonomiczna w Krakowie
   Napisze jak skończę ten epizod..

 
Mój NewsLetter - kreatywność, innowacje i ebiznes: ebiznes.org.pl
 
 
 
polityka prywatności


Wszelkie prawa zastrzeżone - Tomasz Urban.
--